poniedziałek, 5 grudnia 2016

"My beginnings/moje początki"

                                                                                               Cześć kochani!



Niedługo miną już 3 lata, odkąd założyłam mój Fanpage na Facebook'u. Pamiętam jak nakłaniało mnie do tego mnóstwo znajomych, z kolei ja ciągle miałam przed tym pomysłem lekki stan wstrzymania. Uważałam, że moje 
zdjęcia nie są na tyle interesujące, by mogły podobać się innym. Według mnie były zwykłe, normalne..
i moim zdaniem w sumie każdy mógłby takie zrobić. W końcu pomyślałam sobie, że skoro to moja pasja, 
którą chcę się dzielić z innymi to.. czemu by nie spróbować? 

Każda mała rzecz ma swoje początki, które z czasem przeobrażają się w coś, co staje się nieodłączną częścią naszych życiowych celów, a także samego życia. I nawet jeśli nikt nie wierzy w nasze marzenia i nie mają one dla nikogo żadnego, większego znaczenia, to.. powinniśmy uwierzyć najpierw przede wszystkim w SIEBIE. 
To jest fundament. To jest pierwsza rzecz, która może sprawić naprawdę wiele. Bo jeśli uwierzymy w siebie, 
wtedy nawet największe cele nie będą sprawiały trudności. I zobaczycie, że wtedy też inni w Nas uwierzą. 

Ja uwierzyłam i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że patrząc kilka lat wstecz zrobiłam duży progress w dziedzinie fotografii i na pewno na tym nie zaprzestanę. Chciałabym Wam pokazać moje początki, które były kluczem do mety,
do której dotarłam po tylu latach.




Kiedy dostałam lustrzankę, chciałam fotografować wokół siebie dosłownie wszystko, co się ruszało.
Idealnym miejscem na pierwsze kadry okazał się ogród- zaczęłam od fotografowania małych detali, 
takich jak kwiaty, owady, a nawet chmury na niebie.



Wówczas nie korzystałam z żadnych programów do obróbki graficznej, na dysku laptopa posiadałam jedynie amatorską Picasę, w której za wiele nie dało się zdziałać. Wszystkie kolory, światło i cienie ustawiałam w aparacie.



Nie wiedziałam jeszcze co chcę fotografować, ale dzięki powyższym fotografiom nasuwała mi się do głowy myśl nawet o makrofotografii.



Z czasem zwykłe ustawienia w aparacie mi nie wystarczały i zaczęłam szukać w internecie jakichś bezpłatnych programów, dzięki którym mogłabym nadać moim kadrom większego charakteru i wyrazistości. 
Był Photoscape, lecz nie przypadł mi do gustu. Ostatecznie padło na internetowy program Ipiccy, 
w którym było naprawdę sporo przydatnych funkcji.

Z czasem przyszedł też początek robienia portretów. Szczerze? Od razu mi się spodobało i już byłam pewna, że w tym rodzaju fotografii będę chciała się rozwijać najbardziej. 







Wszystkie zdjęcia zostały wykonane podstawowym obiektywem ,tzw. kitem (18-55 mm), dołączonym do mojego modelu przy zakupie.


Rok po zakupie lustrzanki do mojego fotograficznego asortymentu dołączyła blenda, dzięki której mogłam zacząć bardziej bawić się światłem. Twarz moich modelek była bardziej doświetlona, co później zdecydowanie ułatwiało obróbkę zdjęć.


Z czasem i do mnie dotarła ukochana 50-tka, która służy mi do dziś. I to dzięki niej zrobiłam największy postęp. Różnice między nią, a kit'em (18-55mm) są bardzo zauważalne- postacie są wyraźniejsze, a tło bardziej rozmyte. 
No i w końcu mogłam tworzyć bokeh na zdjęciach! Stwierdziłam też, że zwykły internetowy program mi już nie wystarczy, więc zainstalowałam Lightroom'a. 



Po roku zabaw z 50-tką zaczęłam przygodę z Photoshopem. Na początku wydawał mi się dość "twardym orzechem 
do zgryzienia", ale z pomocą Suska opanowałam najważniejsze podstawy. Z każdym obrobionym zdjęciem w tym programie moje doświadczenie poszerzało się. Wiadomo, początkowe portrety były czasem zbyt wyretuszowane, 
albo zbyt przekoloryzowane (znajomość ze stemplem od początku się gryzła), ale z czasem nabrałam wprawy
i dziś staram się używać go umiejętnie, by nie przesadzić. A czasem granica jest naprawdę.. cienka.


Kiedy zobaczyłam, jaką dawkę możliwości funduje Photoshop, zrezygnowałam ze wszelkich innych programów. Teraz.. chyba żaden by mi go nie zastąpił. Poza nim używam jeszcze Lightroom'a do obróbki plików RAW. 

To są moje początki i kroki, które podejmowałam na przełomie ostatnich lat. Czas, czas i jeszcze raz czas. 
No bo przecież Rzymu od razu nie zbudowano. Jeśli dasz coś od siebie i z czasem będziesz się w to angażować 
coraz bardziej.. to efekty mogą być naprawdę niesamowite. Rób swoje w ciszy, nie patrz na innych, a zadowolenie
wraz z podziwem zwrócą się ku Tobie szybciej, niż się spodziewasz. Będziesz zadowolony nie tylko z siebie, 
ale również z tego, co osiągnąłeś.


Zapraszam również tutaj: 



Ps. Zapraszam na zimowe sesje zdjęciowe! 20% zniżki na wszystkie sesje do końca grudnia. 
Więcej informacji w wiadomości prywatnej. *klik*


~Nat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz