czwartek, 9 lutego 2017

"Baby, it's cold outside"

                                                         Kochani!



Nowy rok, nowe zobowiązania. Ostatnie tygodnie były dla mnie nieustępliwe i bardzo aktywne. 
Ciągły pośpiech, załatwianie rozmaitych spraw i .. brak czasu, by cokolwiek tutaj naskrobać. 
Ale od dziś ulegnie to zdecydowanej zmianie, ponieważ wkrótce zajdzie sporo dużych zmian, 
o których opowiem Wam już niebawem! 

Na początku stycznia miałam przyjemność po dość długim czasie sfotografować Klaudię. 
Nie wiem jak Wy, ale ja wprost uwielbiam nasz duet! Choćbyśmy nie miały w głowach nawet 
najmniejszego pomysłu na zdjęcia (stylizację, miejsce, etc.), to i tak zawsze przy wspólnym 
połączeniu sił stworzymy "coś" z niczego. Dlatego też w miniony weekend w kooońcu 
mogłam spokojnie usiąść przy moim lapku i pozwolić sobie na dopieszczenie reszty kadrów 
z tej sesji, o których będzie mowa w dzisiejszym poście.


Szczerze mówiąc.. to były najmroźniejsze i najszybsze zdjęcia w całej historii mojej pracy z aparatem. 
Z naciskiem na "najszybsze", ponieważ cała sesja trwała może.. 15 minut? -10 stopni mrozu, do tego 
lodowaty wiatr, ale.. co to dla nas? Dałyśmy radę! Na szczęście miałyśmy szybki transport powrotny 
do domu, gdzie czekała już na stole gorąca herbata z miodem :) 


      


..i na koniec mały backstage



Podobają Wam się? Chciałabym znać Waszą opinię, mile widziane komentarze! 

Ps. Za oknem jest jeszcze trochę śniegu, pomysły w głowie również, a więc serdecznie zapraszam na zdjęcia! 
Więcej informacji na priv.


Pozowała Klaudia Sus, którą możecie zobaczyć również tutaj:

    BLOG | INSTAGRAM | FANPAGE 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zapraszam Was również tutaj:  



~Nat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz